Pónocny Filar Świnicy (M4+, 1.05.2026)

Zacznę od pewnej legendy: dawno dawno temu, żył sobie Daro. Daro był znany i lubiany w Klubie, a parał się tam w zimie gildią drytoolową.

Zima jednak przeminęła, wspinacze obudzeni ze snu zimowego wygrzewać się poczęli w skałach, ale niestety - Daro dalej drytoolował. Klub zastanawiał się, czy nie jest to wbrew naturze i martwił się o Dara. W końcu starszyzna klubowa przeszła się do Wróża-Rózia, który po złożeniu mu zgodnej z tradycją przodków ofiary całopalącej z kebaba orzekł:

Ciężka to bardzo jest sprawa, lecz uleczy go dotyk narciarza.

Strach blady padł na klub. Owszem, są narciarze w klubie, jednak Daro (i większość innych klubowiczów) przenigdy ich nie tknie! Cóż począć, co robić?

Ale znalazł się jeden wspinacz, który Dara nie raz na wycieczki bałamucił. Cierpiał na przerost chęci nad możliwościami i niedługi czas wcześniej zdobył narty, bo nieokiełznaną ochotę miał spróbować. Narty były stare i przykrótkie, ale i tak wspinacz nie dzielił się wieścią o swym nabytku, bo bał się rozgłosu, że w klubie zaczną szemrać i odeślą go do karnego kąta skiturowców, gdzie klęczą w pozycji zjazdowej na grochu. Teraz jednak mógł wyjść do wszystkich i trochę z odwagą, a trochę nie, powiedzieć: ‘Pójdę!’.

Narciarz sam na górze się nie znajdzie… a nie, czekaj.

***

Teraz może czas na powrót do teraźniejszości. Bardzo chciałem pojechać w kwietniu w Tatry ale mimo starań - a starałem się! - zawsze coś wypadało. A to czas, a to partner, a gdy wreszcie był i czas i parter, to warun się zepsuł. Pewnie na niewielu blogach piszą, ile jest czasem frustracji w umawianiu się na wspinanie, zwłaszcza zimą, i że nieraz chce się to rzucić wszystko w kąt - niniejszym nadrabiam.

Dość orientacyjna linia naszego wariantu z miejscami stanowisk

Zacięcie startowe, w którym wg drytooling.com “nie będziemy się nudzić”. Nie nudziliśmy się.

 

Okazało się jednak, że pierwszego maja mam czas, jest partner… a w Tatrach dalej zima i wygląda na to, że będzie jeszcze trochę mrozu i zapowiada się ostatni dzień warunu!

Daro jak widać przetrwał zacięcie startowe

Jako że Słowacja jest zamknięta dla wspinaczy od 16 kwietnia (do 1 czerwca), uznaliśmy, że możemy zaliczyć coroczną pielgrzymkę na Halę Gąsienicową i pójść na Północny Filar Świnicy - tamtejszy wielki klasyk, ale na który dobrze iść tylko jak są warunki. Przy okazji uznałem, że mogę wypróbować trochę nowego sprzętu - przede wszystkim zestaw skiturowy, który zakupiłem okazyjnie jakiś miesiąc temu, by czasem korzystać na podejściach pod ścianę (a jeszcze bardziej w drugą stronę). Zrobiłem to zresztą w samą porę - kilka dni wcześniej zamknięto Polskie Tatry dla skiturowców, choć z nielicznymi wyjątkami, na przykład… rejonem Hali Gąsienicowej (gdzie zakaz miał się zacząć zaraz po majówce).

Zaciątko, które okazało się ‘drugim cruxem’ - krótsze od startowego, ale techniczne i ładne.

Dość powiedzieć, że przeszły mi wszelkie frustracje związane z trudnościami z umówieniem się na wspinanie zimowe. Warun był rzeczywiście wspaniały, a droga, choć wiedziałem że to klasyk, to nie spodziewałem się, że aż tak mi się spodoba. Może to wspomniany warun, może długość i przestrzeń, może różnorodność wspinania (od drytoolowego siłowania na początku, przez popylanie po dobrze zbetonowanych śniegach i po deser lodowy w sławetnym kominku wyjściowym), trudno powiedzieć. Bawiliśmy się przednio! Nawet mimo tego, że potem przez dobrych kilka dni nie było kiedy wyjazdu dobrze odespać, to się człowiek dalej cieszył.

Wylodzony kominek wyjściowy ‘na deser’

Nastroje na szczycie dobre, mimo widoczności

***

A Daro i jego klątwa? Nie wiem, nie byłem, wina z nikim nie piłem, choć baby gadają że wspinacz z nartami na podejściu zjechał niewielki kawałek by przekonać się, jak to jest, ale mało hajdawerów nie zafajdał, bo akurat na nierówne betony trafił, co z przykrótkimi nartami i ciężkim plecakiem o trwogę go przyprawiło. Narty pod ścianą więc pozostawił, zamiast jak potłuczeniec z nartami na plecach drapać się w górę. Czy Daro przeto odczarowany - trudno powiedzieć, bo narciarz największą ma moc, gdy z nartami na plecach się wspina, bo jest to coś tak porąbanego i naturze przeciwnego, że wszelkie inne wynaturzenia mniej porąbane się zdają i siłę swoją tracą.

Co prawda wspinacz-narciarz jeszcze do nart swych wrócił i zjechał spod ściany aż do karczmy, a warun do zjazdów z trudnego stał się w ciągu dnia wyborny, ale to inna historia…

Zjechać dało się może i do schroniska, ale z raz trzeba się było przeczołgać pod kosówką
 
 
***

SUPLEMENT czyli fragment opisu dla KW Kraków

Teraz może czas na wtrącenie szczegółów przejścia: warun świetny-betony. Poszliśmy w większości tak jak relacja z https://drytooling.pl/baza/topo/tatry/6397-polnocny-filar-swinicy - start dużym zacięciem za M4+ (na którym faktycznie nudy nie ma), po czym obchodziliśmy po śniegach na lotnej od prawej większość dolnej części filara. Potem jeden wyciąg do siodełka, następnie kolejny - najpierw ścianką za M4 - i tu nastąpiła chyba jedyna rozbieżność z relacją z drytoolingu, bo dalej miało być “lekko z prawej narzucające się zacięcie (III) z dużymi stopniami”. Wydaje się, że zostawiliśmy to zacięcie po prawej, a poszliśmy zacięciem bardziej na wprost (choć też idącym w prawo), którym ewidentnie szli relacjonujący https://najednejlinie.pl/tatry/polnocny-filar-swinicy/ . Zacięcie było może dużo krótsze od startowego, ale techniczne i bardzo ciekawe, za M4(+?) przynajmniej. Dalej już standardowo - jeden wyciąg do kominka wyjściowego ‘jak puszcza’, sam zaś kominek był dobrze wylodzony i w zastanych warunkach nie określiłbym go jako niebanalny, raczej: bardzo satysfakcjonujący.

Całościowo niby wiedziałem, że klasyk, ale nie spodziewałem się, że aż tak mi się spodoba. Może to długość i przestrzeń, może różnorodność wspinania (od drytoolowego siłowania, przez popylanie po dobrze zbetonowanych śniegach i po deser lodowy), trudno powiedzieć. Bawiliśmy się przednio!

***

SUPLEMENT II czyli brawurowy film ze zjazdu

Komentarze

Popularne posty