Rysy, ryski i klasyczki (Kant Klasyczny VI-, Miedzymiastowa VI+, 19.06.2026)


Jak widać, przyszło lato, więc w końcu udało się zacząć sezon letni w Tatrach. Na rozgrzewkę (gdybyśmy robili to w ten weekend, sformułowanie byłoby tak bardzo na miejscu, że bardziej pewnie trudno, ale akurat robiliśmy to około półtora tygodnia temu, więc jest na miejscu tak normalnie) wymyśliłem sobie by wrócić po niemal 9 latach na Mnicha i nadrobić zaległości w klasykach.

W planach mieliśmy dwie drogi. Pierwsza to Kant Klasyczny - droga składająca się przede wszystkim z trzech zacięć (albo rys w zacięciach), będąca też o tyle historyczna, że jest to jedna z trzech “szóstek” poprowadzonych w Polskich Tatrach w dwudziestoleciu międzywojennym*. Co prawda są pewne wątpliwości, czy nominalnie kluczowe “trzecie” zacięcie (VI-) zasługuje na swoją wycenę, ale moim zdaniem na wycenę tę zasługuje zacięcie “drugie” (nominalnie V ;) ), więc szóstka jednak jest. A że wariant oryginalny nie szedł “drugim zacięciem” tylko rysą obok, to już oj tam oj tam.

“Drugie zacięcie” na Kancie Klasycznym i dobra mina do palczastej gry

Przyroda obudzona do życia cz. 1

Druga droga (drugi klasyk!) to Międzymiastowa, gdzie według opisu czekać nas miało dużo pięknych rys i w ogóle miało być pięknie.

Międzymiastowa

Końcówka Międzymiastowej - droga znana jest też z poczucia przestrzeni

Opisy nie kłamały i klasyki okazały się klasykami. Nawspinaliśmy się po uszy w pięknych formacjach i człowiek przypomniał sobie po zimie, że nie trzeba koniecznie cierpieć, by było przyjemnie.

Przyroda obudzona do życia cz. 2

Wszystko właściwie się udało, tylko akurat tak się złożyło, że nie weszliśmy tym razem na szczyt Mnicha. Wiedzieliśmy bowiem, że jeżeli na szczyt wejdziemy (co wiele zespołów pomija, bo najciekawsze części wymienionych przeze mnie dróg kończą się na wyciąg przed szczytem na tzw. Górnych Półkach Mnichowych, skąd bez problemu można zejść), to po Międzymiastowej. Interesował mnie bowiem wariant zaczynający się Kominem Owsików, będący logiczną Międzymiastowej kontynuacją.
 
Przyroda obudzona do życia cz. 3

Zaczęliśmy jednak od Kantu, nawet nie dlatego że był łatwiejszy, tylko mimo dnia roboczego inny zespół dotarł przed nami pod ścianę i zaczął się wspinać Międzymiastową (co dobrze ilustruje popularność rejonu). Po ostatnim, kluczowym wyciągu Międzymiastowej zaś Darek był niestety zupełnie wymięty i na żadne kominowe przygody już się nie pisał. Komin jednak był tuż obok i kusił… W końcu pomyślałem, że szczyt może i można olać, ale nie odmówię sobie przyjemności (pewnie dla niektórych wątpliwej) wspięcia się rzeczonym kominem i zejścia, choć wiało z niego glonem (jak najbardziej dosłownie). Koneserom i łowcom glonów serdecznie polecam!

Jazda bez trzymanki w Kominie Owsików. Nie wiem, skąd nazwa, ale się domyślam.

*Oczywiście mam w planach zebranie tej “trylogii międzywojennej” i została mi do tego już tylko jedna droga. Akurat najpoważniejsza.
 
Przyroda obudzona do życia cz. 3, na zbliżeniu
 

Komentarze

Popularne posty