Zimowy wpiernicz (Novembrova M6, 10.01.2026)
To znaczy drogę przeszliśmy i wróciliśmy cali i zdrowi, ale prawda jest taka, że o ile w lecie w góry się jeździ wspinać dla tzw wyższych uczuć: estetyki, kontaktu z naturą i górnolotnie pojmowanej przygody, to w zimie jedzie się dostać po tyłku. Wszyscy to wiedzą, choć wielu to wypiera lub o tym zapomina. Ja na przykład zapominam bardzo łatwo i dzięki temu mogę się potem regularnie zachwycać, jakiego pięknego łupnia dostaliśmy. Zapominanie tak ogólnie może nie pomaga, ale za to wnosi do życia dużo świeżości :)
Tym razem łupnia żodyn się nie spodziewał! Jeszcze tydzień wcześniej mieliśmy dość ambitne plany, ale ze względu na pogodę i ogólnożyciowy młyn w poprzednim tygodniu uznaliśmy, że nie mamy na to zdrowia. Wybraliśmy więc łatwo dostępną (jak nam się wydawało) i szybką do zrobienia (jak nam się wydawało) drogę Novembrova na Galerii Osterwy. Jedynie trudności dobraliśmy względnie ambitnie, bo jednak coś trzeba w tych Tatrach próbować osiągnąć.
Wpiernicz zaczął się już na podejściu, bo trzeba było przecierać podejście, a kosówki atakowały jak wściekłe. Potem po dojściu na drogę okazało się, że może nie jest jakoś bardzo zimno samo w sobie (przy samochodzie rano -8), ale za to wbrew prognozom wieje i to całkiem nieźle.
Wpiernicz zaczął się już na podejściu, bo trzeba było przecierać podejście, a kosówki atakowały jak wściekłe. Potem po dojściu na drogę okazało się, że może nie jest jakoś bardzo zimno samo w sobie (przy samochodzie rano -8), ale za to wbrew prognozom wieje i to całkiem nieźle.
![]() |
| Żarłoczne kosówki w pięknych okolicznościach przyrody |
Największy łomot spuścił nam pierwszy wyciąg. Nominalnie najłatwiejszy (M4+), ale słyszeliśmy, że jego wycena to żart. Potwierdzamy, bardzo śmieszny! Crux to jednak tylko połowa łomotu, bo cisi bohaterowie zimowych wspinaczek w Tatrach - trawki - nie nadawały się tego dnia zupełnie do wspinania. Pewnie dla niektórych będzie ciekawostką, jak ważne w zimie są dobrze zmrożone trawy! A te były u nas przesuszone lub zmrożone na kamień, raczej kruszący się niż dający coś w siebie wbić. W rezultacie w miejscach zwykle łatwych i szybkich do przejścia trzeba było walczyć o każdy metr.
![]() |
| Wpiernicz czas zacząć! |
![]() |
| Piękny zimowy łomot |
![]() |
| Taternik na stanowisku! |
Najgorzej w kość dostał jednak Darek, który przez chyba godzinę jak walczyłem stał osłonięty jednym nędznym głazem przed całym atakującym go zewsząd złem świata i do końca dnia już marudził na zmarznięty tyłek. Głaz się jednak przydał, bo osłaniał go przed zrzucanym przeze mnie gruzem. Tego trochę było, bo wyciąg okazał się też bardzo kruchy, o czym piszę dopiero teraz, bo jak widać ciężko nadążyć z wymienianiem rzeczy, które dały nam popalić.
Potem szczęśliwie było już lepiej, choć nie obyło się bez emocji. Na przykład podczas pokonywania jednego z trudniejszych miejsc zdałem test siły i udało mi się zawisnąć na jednej dziabie, gdy wyjechało mi wszystko inne (wspominałem może, że trawki nie trzymały?). Mimo wszystko satysfakcjonujące to było. Pod koniec drogi zrobiło się nawet ładnie!
![]() |
| Takich widoczków nikt się nie spodziewał |
![]() |
| Tacyśmy przystojni! |
![]() |
| Wysoka (i Rysy po lewej w tle) |
No i zostały zjazdy… Na Galerii Osterwy jest sześć dróg nazwanych od miesięcy (Aprilova, Majova, Junova, Julova, Augustova i Novembrova - jedyna zimowa). Wpadła mi do głowy teoria, zgodnie z którą jeśli jakąś drogę na Galerii Osterwy robi się w inny miesiąc niż ma nazwę, to bogowie Osterwy się gniewają i zsyłają na nieszczęśników przygody podczas zjazdów. Kiedyś byłem a Augustovej w lipcu i lina zaklinowała się przepaskudnie. Będąc podskórnie świadomymi tej reguły (oraz z powodu innych komplikacji) zdecydowaliśmy się nie zjeżdżać jak autor drogi przykazał Junovą. Zapewne niesłusznie, ale wydało nam się, że lepiej pójść za gdzieś przeczytaną radą, że można też zjechać do żlebu obok i potem dalej. Niestety, podczas wizji lokalnej żleb wydał nam się paskudnie lawiniasty. Postanowiliśmy zatem zjeżdżać wzdłuż drogi, co nie było logistycznie takie proste i wymagało dużo czasu, by uniknąć poważniejszych przygód. Tych rzeczywiście udało się uniknąć, choć lina plątała się jak przeklęta (przypadek?).
![]() |
| Drytoolowy deser na ostatnim wyciągu |
Zostało jeszcze może krótkie, ale parszywe zejście. Wszyscy weszli, wszyscy zeszli, sukces! Odnotuję jeszcze, że na koniec tej pięknej przygody termometr w samochodzie wahał się między -15 a -16, trochę zimniej niż się spodziewaliśmy.
![]() |
| Nie byłbym w stanie opisać zejścia lepiej niż tym zdjęciem |
***
SUPLEMENT czyli wersja dla KW Kraków
Prawdopodobnie mam problem z grafomanią, dlatego zacznę od wersji krótkiej: droga krótka, ale zróżnicowana i ładna (nawet w niesprzyjających warunkach), choć jest krucho i można też dostać po tyłku (zwłaszcza w niesprzyjających warunkach).
Wersja długa: Zażyliśmy pięknego zimowego wpierniczu*!
Jako że aura i nasze zmęczenie z tygodnia nie sprzyjały, chcieliśmy pójść na coś niedługiego, z równie niedługim podejściem, by również niedługo (i raczej bez spiny) dzień zakończyć. Wpiernicz zaczął się jednak już na podejściu, bo trzeba było przecierać, a kosówki atakowały jak wściekłe. Potem po dojściu na drogę okazało się, że może nie jest jakoś bardzo zimno samo w sobie, ale za to wbrew prognozom wieje i to całkiem nieźle. I odbyło się jak następuje:
Wyciąg pierwszy zdecydowanie spuścił nam największy łomot. Po pierwsze przychylam się do wszystkich opinii, że wycenienie tutejszego cruxa na M4+ jest bardzo zabawne. Po drugie trawki nie trzymały prawie wcale (przesuszone lub twarde jak kamień, dziaba częściej je kruszyła niż się wbijała), w związku z czym to, co pewnie zwykle jest popylaniem po łatwym zmieniło się w walkę o każdy metr. Po trzecie jednak i tak największy wpiernicz dostał Darek, który przez chyba godzinę jak walczyłem stał osłonięty jednym nędznym głazem przed całym atakującym go zewsząd złem świata i do końca dnia już marudził na zmarznięty tyłek. Głaz się jednak przydał, bo osłaniał go przed zrzucanym przeze mnie gruzem (a m.i. jeden mały telewizor poleciał)
Wyciąg drugi zasadniczo poszedł sprawnie, nie bawiliśmy się w szukanie trudności. Stanowisko na końcu to jednak Straszne Zło i Wielki Babilon, nie dość że w przeciągu, to jeszcze niewygodne.
Wyciąg trzeci naprawdę ładny, z dwoma trudnymi miejscami o zupełnie innym charakterze. Pierwsze przeszedłem pewnie niekanonicznie ale prawilnie, na drugim dowiedziałem się, że jednak jestem w stanie zawisnąć na jednej dziabie jak wyjedzie mi wszystko inne (wspominałem może, że trawki nie trzymały?). W nagrodę w końcu wygodne stanowisko, nawet zrobiło się ładnie!.
Wyciąg czwarty króciutki, ale na deser - klamy na dziaby po pachy, nic tylko się wspinać.
No i zostały zjazdy… wpadła mi do głowy teoria, zgodnie z którą jeśli jakąś drogę na Galerii Osterwy robi się w inny miesiąc niż ma nazwę, to bogowie Osterwy się gniewają i zsyłają na nieszczęśników przygody podczas zjazdów. Kiedyś byłem a Augustovej w lipcu i lina zaklinowała się przepaskudnie. Teraz z kilku powodów zdecydowaliśmy się nie zjeżdżać jak autor drogi przykazał Junovą (raz, że nie znaliśmy tej linii zjazdów; dwa, że omyłkowo czwarty wyciąg pociągnąłem dalej na turnicę w lewo a nie w prawo, bo zobaczyłem tam stan - ogólnie nie polecam, a skomplikowało nam to logistykę; trzy, bo wydawało się nam, że mamy sensowną alternatywę), tylko pójść za radą Szymona i zjechać z 3-go stanu do żlebu pod Igłą. Choć w jego dole wydawało nam się, że nie jest tak źle, to po rozpoczęciu zjazdu wyglądał na paskudnie lawiniasty. Postanowiliśmy zatem zjeżdżać wzdłuż drogi, ale zjazd ze stanowiska nr 3 do stanowiska nr2 musieliśmy rozbić na dwa odcinki, bo górna część wyciągu aż krzyczała, że lina się będzie klinować. Założyliśmy pośrednie stanowisko powyżej 2-go cruxa i opuściłem Darka na wędce. Potem już bez przygód zjazd do stanowiska nr 2, z którego dało się już zjechać do podstawy ściany (lina 60m). Nie było może żadnych dramatów, ale trochę nam to zajęło, a pizgać zaczęło ponownie. Podsumowując powyższe: słuchajcie się opisu drogi i nie kombinujcie, ale gdyby coś się działo, to alternatywa niby jest.
Odnotuję jeszcze, że na koniec tej pięknej przygody termometr w samochodzie wahał się między -15 a -16, trochę zimniej niż się spodziewaliśmy (rano było -8).
Powinienem też napisać więcej o kruszyźnie, ale była tak wszechobecna, że nie wiedziałem, gdzie o tym wspomnieć. Jest krucho!
*nie chciałem pisać tego słowa, o które mi chodziło, bo jest niecenzuralne, ale każdy się raczej domyśli i niech sobie je wstawi.
Wersja długa: Zażyliśmy pięknego zimowego wpierniczu*!
Jako że aura i nasze zmęczenie z tygodnia nie sprzyjały, chcieliśmy pójść na coś niedługiego, z równie niedługim podejściem, by również niedługo (i raczej bez spiny) dzień zakończyć. Wpiernicz zaczął się jednak już na podejściu, bo trzeba było przecierać, a kosówki atakowały jak wściekłe. Potem po dojściu na drogę okazało się, że może nie jest jakoś bardzo zimno samo w sobie, ale za to wbrew prognozom wieje i to całkiem nieźle. I odbyło się jak następuje:
Wyciąg pierwszy zdecydowanie spuścił nam największy łomot. Po pierwsze przychylam się do wszystkich opinii, że wycenienie tutejszego cruxa na M4+ jest bardzo zabawne. Po drugie trawki nie trzymały prawie wcale (przesuszone lub twarde jak kamień, dziaba częściej je kruszyła niż się wbijała), w związku z czym to, co pewnie zwykle jest popylaniem po łatwym zmieniło się w walkę o każdy metr. Po trzecie jednak i tak największy wpiernicz dostał Darek, który przez chyba godzinę jak walczyłem stał osłonięty jednym nędznym głazem przed całym atakującym go zewsząd złem świata i do końca dnia już marudził na zmarznięty tyłek. Głaz się jednak przydał, bo osłaniał go przed zrzucanym przeze mnie gruzem (a m.i. jeden mały telewizor poleciał)
Wyciąg drugi zasadniczo poszedł sprawnie, nie bawiliśmy się w szukanie trudności. Stanowisko na końcu to jednak Straszne Zło i Wielki Babilon, nie dość że w przeciągu, to jeszcze niewygodne.
Wyciąg trzeci naprawdę ładny, z dwoma trudnymi miejscami o zupełnie innym charakterze. Pierwsze przeszedłem pewnie niekanonicznie ale prawilnie, na drugim dowiedziałem się, że jednak jestem w stanie zawisnąć na jednej dziabie jak wyjedzie mi wszystko inne (wspominałem może, że trawki nie trzymały?). W nagrodę w końcu wygodne stanowisko, nawet zrobiło się ładnie!.
Wyciąg czwarty króciutki, ale na deser - klamy na dziaby po pachy, nic tylko się wspinać.
No i zostały zjazdy… wpadła mi do głowy teoria, zgodnie z którą jeśli jakąś drogę na Galerii Osterwy robi się w inny miesiąc niż ma nazwę, to bogowie Osterwy się gniewają i zsyłają na nieszczęśników przygody podczas zjazdów. Kiedyś byłem a Augustovej w lipcu i lina zaklinowała się przepaskudnie. Teraz z kilku powodów zdecydowaliśmy się nie zjeżdżać jak autor drogi przykazał Junovą (raz, że nie znaliśmy tej linii zjazdów; dwa, że omyłkowo czwarty wyciąg pociągnąłem dalej na turnicę w lewo a nie w prawo, bo zobaczyłem tam stan - ogólnie nie polecam, a skomplikowało nam to logistykę; trzy, bo wydawało się nam, że mamy sensowną alternatywę), tylko pójść za radą Szymona i zjechać z 3-go stanu do żlebu pod Igłą. Choć w jego dole wydawało nam się, że nie jest tak źle, to po rozpoczęciu zjazdu wyglądał na paskudnie lawiniasty. Postanowiliśmy zatem zjeżdżać wzdłuż drogi, ale zjazd ze stanowiska nr 3 do stanowiska nr2 musieliśmy rozbić na dwa odcinki, bo górna część wyciągu aż krzyczała, że lina się będzie klinować. Założyliśmy pośrednie stanowisko powyżej 2-go cruxa i opuściłem Darka na wędce. Potem już bez przygód zjazd do stanowiska nr 2, z którego dało się już zjechać do podstawy ściany (lina 60m). Nie było może żadnych dramatów, ale trochę nam to zajęło, a pizgać zaczęło ponownie. Podsumowując powyższe: słuchajcie się opisu drogi i nie kombinujcie, ale gdyby coś się działo, to alternatywa niby jest.
Odnotuję jeszcze, że na koniec tej pięknej przygody termometr w samochodzie wahał się między -15 a -16, trochę zimniej niż się spodziewaliśmy (rano było -8).
Powinienem też napisać więcej o kruszyźnie, ale była tak wszechobecna, że nie wiedziałem, gdzie o tym wspomnieć. Jest krucho!
*nie chciałem pisać tego słowa, o które mi chodziło, bo jest niecenzuralne, ale każdy się raczej domyśli i niech sobie je wstawi.










Komentarze
Prześlij komentarz