Maszynka do mięsa (WI3+, 22.02.2025)
Po rytualnych turbulencjach co dogadania się z partnerem padło na “ładną i łatwą wycieczkę” (jak głosi internet) na Maszynkę do Mięsa - żleb o sympatycznej nazwie wskazującej, że (między innymi) nie należy tam być w warunkach choć trochę lawinowych. W tym roku lawinowo nie jest zupełnie, co więcej - mamy skądinąd wieści, że są tam jakieś lodospady.
| Maszynka do Mięsa |
Mimo, że przejście żlebu to pewien rarytas i jest weekend, nie było tam nawet specjalnego ruchu. Okazało się, że niemal wszyscy poszli na inną drogę, którą kilka dni wcześniej na lodowych grupach na fb zachwalano jako będącą w warunie dekady. Też oczywiście nad nią myślałem, ale -jak potem przeczytałem- kolejka była jak na Giewont, leciał lód i paru osobom się oberwało. Także znowu wygraliśmy z przeznaczeniem.
| Lodospad pierwszy |
![]() |
| Ja szukający rytmu |
A sam żleb? Ładny - był niewątpliwie. Łatwy - niby też, choć nieco mniej niż obiecywały internetowe relacje. Jednak co lodospady, to lodospady, może je zawsze wylać nieco inaczej. Tym razem jeden był wylany nieco ‘stromiej’ niż na znalezionych w internecie zdjęciach, a drugi (gdzie ambitnie poszukiwaliśmy trudności - i znaleźliśmy!) był (jakkolwiek to zabrzmi) twardy i śliski (LUDZIE ŚLISKI LÓD BYŁ!). Ale takie refleksje przyszły dopiero potem, bo w trakcie przeżywałem błyskawiczne przejście ze stanu beztroskiego turysty, gdy podchodziliśmy pod lodospad, do walki o życie, gdy nagle sobie człowiek przypomina wszystkie upomnienia w rodzaju ‘wspinanie w lodzie to nie zabawa’, ‘po pierwsze w lodzie nie wolno odpadać’ itp. Po chwili złapałem już rytm i bawiłem się znakomicie, mimo, że partner stwierdził, że jakość lodu była taka sobie i asekuracja przez to dość wątpliwa.
![]() |
| Lodospad drugi i ja po znalezieniu rytmu |
A propos asekuracji to też się co nieco nauczyłem: żeby zostawić sobie jednak jakieś śruby na koniec lub po prostu mieć ich więcej. Choć nad lodospadami były jakieś skały, niewiele można było w nich założyć. Kończyło się zakładaniem kuriozalnych stanowisk asekuracyjnych, których zdjęć jednak nie udostępnię by nie trafić jako przykład na grupę ‘wspinacz płakał jak z tego asekurował’. Mimo to czuję trochę dumy, że jednak coś z niemal niczego zrobić się udało (i trzymało - sprawdziliśmy!).
| Na wyjściu można się było poczuć alpejsko |
Przygoda wyszła koniec końców i dłuższa, i przyjemniejsza niż się wydawało, no i udowodniliśmy sobie w naszych oczach, że pamiętamy jak się wspina w lodzie. Jak jednak wie każdy wspinacz, prawdziwą próbą taternickiego kunsztu jest powrót znad Morskiego Oka na parking tak, żeby nie zwariować z nudów…
| Zupełnie niezwiązane zdjęcie Młynarza z rana, ale spodobało mi się. |
***
SUPLEMENT czyli wersja dla KW Kraków
Wg drytooling.pl "łatwa i ładna wycieczka". Ładna niewątpliwie, ale co do łatwości nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że oglądając te lodospady na zdjęciach w innych relacjach w necie trafiliśmy na warunki, gdy były jakieś takie bardziej pionowe ;)
Pierwsze dwa progi praktycznie nie istniały/były pod śniegiem, trzeci wylany tak, że było (względem tego, co widziałem na zdjęciach w necie) stosunkowo sporo 'stromego'. Darek twierdził, że asekuracja wątpliwa (namoknięty lód), ale ja jako że dawno nie wspinałem się w lodzie to bawiłem się znakomicie :) W amfiteatrze poszliśmy prawym, największym lodospadem, wybraliśmy pionowy start (WI3+?). Lód twardy, gładki i śliski (jakkolwiek to brzmi). Potem niby się kładzie, ale było trudniej, niż wyglądało.
Co do asekuracji to warto wziąć pod uwagę, że stanowisk nie ma, a teren nie pomaga (powyżej 3-go lodospadu 1 hak i tyle; friendy bezużyteczne). Trzeba abo mieć dość śrub na stany (najlepiej), albo haki i igły/reksy, albo mieć zapas czasu i wykazać się niemałą fantazją (jak my, ale nie polecam). Zdjęć stanowisk nie wrzucę bo jeszcze nie wiem, czy bardziej mi wstyd że takie ch*owe (i stany, i zdjęcia), czy jednak jestem dumny, że w ogóle coś z niczego skleciłem (ale trzymały - sprawdziliśmy!)
Słowem - bardzo fajna przygoda!


Komentarze
Prześlij komentarz